Mama wchodzi do mojego pokoju i pokazuje mi listę książek fundacji „Cała Polska czyta dzieciom” z podkreśleniem przegródki wiekowej 10-12 lat. Jedna z pierwszych książek ma tytuł osobliwy, mianowicie „Momo”. Myślę sobie: „Jakaś nuda”. Następnego dnia wchodzę do pokoju, na biurku leży ta książka, której się bałem. „Momo”. „O, nie ja muszę to czytać?!” – myślę - „Im szybciej to zrobię, tym prędzej będę się mógł zająć kolejnym tytułem”. Zaczynam.

         Po przeczytaniu pierwszych pięćdziesięciu stron myślę, że nie jest złe. Po siedemdziesięciu stronach wciągam się tak, że następnego dnia kończę. „O czym może być książka, o tak osobliwym tytule, która wciąga dwunastolatka?” tak pewnie teraz myślicie.  Spieszę z odpowiedzią.

Momo i przyjaciele

                 Nie wiadomo dokładnie kiedy albo skąd w ruinach starego amfiteatru pod dużym miastem pojawia się mała dziewczynka imieniem Momo. Miejscowi od razu przychodzą, zasypując małą dziewczynkę pytaniami. Kiedy pada pytanie, co tu robi, odpowiada, że chce tu zamieszkać. Ludzie martwią się czy nie zadzwonić do domu dziecka, ale dziewczynka spokojnie odpowiada, że już z takiego raz uciekła. Ludzie uznają, że nie ma po co robić ambarasu, tylko lepiej od razu pomóc. Miejscowy murarz Nicola z gruzów w małym pokoiku pod trybunami sprawnie buduje ścianę z miejscem na drzwi, gospodynie przynoszą stare metalowe łóżko, a dzieci znoszą ze swoich domów jedzenie. Po miesiącu od sprowadzenia się Momo funkcjonuje już powiedzenie „Idź z tym do Momo”. Dziewczynka wcale nie jest wybitnie mądra lub posiada dar jasnowidzenia. Nic  tych rzeczy! Po prostu potrafi słuchać jak mało kto. Tak słucha, że już w czasie, kiedy inni mówią swoją historię, od razu przychodzi im na myśl odpowiedź.

Szarzy panowie

         W mieście pojawiają się szarzy panowie określając się mianem „Agentów kasy oszczędności czasu”. Pokazują ludziom majątek czasu, jaki im przysługuje na całe życie i ile im zostaje, czyli liczba ZERO. Przekonują ludzi, że mogą im pomóc zaoszczędzić czas, a polega to na tym, że czynności, które powinni wykonywać pół godziny, mają robić w kwadrans. Lecz prawda była inna. Szarzy panowie to tak naprawdę złodzieje czasu.

 Kwiat jednej godziny

       Momo wreszcie zrozumiała, jak może się rozprawić ze złodziejami czasu. W ostatecznym pojedynku dziewczynka pokonuje szarych panów i w mieście znów jest spokojnie.

       Książka bardzo mi się podobała. Michael Ende pokazał
w swym dziele, co to znaczy prawdziwa powieść fantasy. Ta książka pokazała mi, żeby nie oceniać książki po okładce, a szczególnie po tytule.

Michał Tartakowski